Ostatnio nękają mnie przykre przygody z samochodem: a to stłuczka, a to utknięcie na środku ruchliwej drogi bo moje konie mechaniczne nie chcą się ruszyć, a to poważna awaria w nocy, daleko od domu w śnieżycy i w mrozie. No i dziś: głupi mandat, bo bezmyślnie wjechałam w zakazaną strefę w centrum...1oo zł to dla mnie dużo kasy. Byłam wściekła na siebie, na nielitościwego policjanta, na niesprawiedliwy świat. Miotałam się na falach uczuć i wylałam niepotrzebne morze łez. A w głowie huczało natarczywe pytanie: po co żyć skoro wciąż jest pod górę, albo pod wiatr, albo leży się pobitym albo płacze się bezradnym wobec przeciwności, które jak niezliczone wojska wciąż napierają na moją słabnącą twierdzę? Machinalnie otworzyłam naszą stronkę i nagle złość i żal znikają: czytam o stałości. Mój syn z daleka, nie wiedząc o tym w jakim jestem stanie przysłał mi pociechę, przypomniał, że warto żyć by widzieć cud czyjejś wiary i miłości, by poznawać stałość Pana i pozwolić Mu sprawdzić siebie w swojej stałości, w wierze i w miłości we wszelakich przeciwnościach. Dzięki Bogu, że tak łagodnie mnie próbuje i że mam Was na drodze do nieba. Mam nadzieję, że i Wasi rodzice mają od was duchową pociechę, tak jak ja ją mam od moich synów. Niech to będzie zachętą by dzielić się na stronce nawet z pozoru drobnymi odkryciami czy otrzymanymi łaskami bo może to stać się dla innych za waszym pośrednictwem bezcennym strumieniem łaski z nieba.
--
Małgorzata Woszczenko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz zostanie opublikowany po weryfikacji przez Administratora.